Obłoki i narody

Jesteśmy sami. Trzeba się z tym liczyć, że mnie kochasz. Boję się ciebie. Unikajmy ostatecznej słodyczy: wspólnego milczenia, jak w niebie…

Ten taras jest jak łódź płynąca: ach, jak duszno na morzu w tej chwili. Fala wzbiera pod światlem miesiąca: czekamy: aż się łódź przechyli…

Tu aloes wznosi kwiaty w ciemnię — tam pachnący różą księżyc kapie z dachu — jeśli możesz —- ach, odstąp ode mnie! Jeśli możesz —- rozsuń gąszcz zapachów —-

Ktoś się śmieje gdzieś w głębi ulicy, a tyś zaraz pomyślał —- co —- nie wiem —- że ktoś kogoś w objęcia pochwycił… Wszystko dziś jest dla ciebie zarzewiem…

Gorzko pachnie słona sieć rybacka… Wiatr powiewa poszumami fali… —- O, pochwyć mnie w objęciach znienacka, abym mogła żyć dalej!

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>